Adrian Kotowski | 9 sierpnia 2017, 18:48

Szef Samsunga może trafić do więzienia nawet na 12 lat

Szanse na długą odsiadkę są naprawdę spore. Coraz bliżej wydania wyroku w głośnej sprawie dotyczącej afery korupcyjnej, w którą miał być zamieszany wiceprezes Samsunga Lee Jae-yong. Prokuratorzy zażądali dla niego kary 12 lat pozbawienia wolności za przekupstwo, krzywoprzysięstwo oraz malwersacje finansowe. Podczas ostatniej rozprawy Lee ze łzami w oczach zapewniał, że jest niewinny.

W skandal korupcyjny zamieszani mieli być przedstawiciele najwyższych władz Korei Południowej, włącznie z usuniętą ze stanowiska prezydent Park Geun-hye. Według prokuratury, Lee Jae-yong, kierujący Samsungiem pod nieobecność swojego ciężko chorego ojca, miał przekazywać gigantyczne łapówki na rzecz fundacji kierowanych przez Choi Soon-sil, powierniczkę i nieformalną doradczynię głowy państwa.

Lee Jae-yong

Na konta czterech organizacji trafiło łącznie 38 mln dolarów. Dodatkowo, firma przekazała też 1 mln euro na trening jeździecki dla córki Choi, który miał odbyć się w Niemczech. W zamian za „datki”, Park Geun-hye obiecała pomoc przy wprowadzaniu zmian w strukturach firmy. Władze nie miały robić problemów przy fuzji dwóch oddziałów Samsunga, choć sama operacja była wybitnie niekorzystna dla akcjonariuszy przedsiębiorstwa. Władze południowokoreańskiego podmiotu od początku twierdzą, że część wpłat była po prostu wymuszona przez Park, ale prokuratorzy nie wierzą w te zapewnienia.

Co więcej, według nich szefostwo Samsunga wielokrotnie kłamało podczas przesłuchań w tej sprawie, kryjąc Lee Jae-yong. Doskonałym przykładem mają być niespójne zeznania Choi Gee-sunga, byłego szefa biura strategii korporacyjnej, któremu grozi 10 lat więzienia. Główny oskarżony zapewnia, że jest niewinny, a jego areszt i sam proces są niesprawiedliwe. Lee twierdzi, że nigdy nie prosił Park o żadne przysługi, ale według prokuratorów są na to niezbite dowody. Wyrok w tej głośnej sprawie ma zostać ogłoszony 25 sierpnia tego roku. 

Źródło: Guardian