Marcin Karbowniczek | 25 lipca 2011, 06:00

Amazon Kindle Wi-Fi (trzeciej generacji) – czytnik książek elektronicznych

Iskry oświaty

PCLab.pl stara się słuchać głosu Czytelników. Pomimo że Amazon nie promuje swoich produktów w Polsce ani nie ma polskiego przedstawicielstwa, postaraliśmy się zdobyć do testów najbardziej popularny na świecie czytnik książek elektronicznych – Kindle. Jego sprowadzenie, wbrew opiniom niektórych właścicieli, okazało się nieco problematyczne, ale w końcu udało się pokonać wszystkie trudności i sprawdzić produkt w działaniu, jednocześnie porównując go z wcześniej przetestowanymi czytnikami. Czy było warto? Etap pierwszy – kupujemy urządzenie

Kupić Kindle nie jest łatwo, choć nie możemy powiedzieć, że to trudne. Mimo że Amazon nie ma swojego polskiego dystrybutora ani polskiej strony internetowej, stwierdzenie, że Kindle jest u nas niedostępny, zdecydowanie byłoby przesadą. Oczywiście, produkt można kupić, i to całkiem tanio, na Allegro, ale legalność tych transakcji niejednokrotnie budzi wątpliwości. Na przykład urządzenie jest sprzedawane wyraźnie taniej, niż wynosi cena producenta powiększona o VAT i cło, choć częstokroć z informacją, że do produktu dostarczana jest faktura VAT. Niemniej znając kilka zasad, którymi Amazon kieruje się przy realizacji zamówień, a polscy celnicy – podczas clenia towaru, można szybko i tanio sprowadzić sprzęt bezpośrednio od producenta. Niniejszy artykuł zawiera szczegóły, na które klienci Amazona koniecznie muszą zwrócić uwagę, by nie przepłacić.

Próba wejścia na polską stronę Amazona powoduje wyświetlenie witryny z czterema wersjami językowymi: niemiecką, francuską, angielską i włoską, nakazującej wybrać kraj, w którym chce się złożyć zamówienie. Większość osób zapewne wybierze witrynę Wielkiej Brytanii, ze względu na popularność języka angielskiego. Kindle pojawia się już na pierwszej stronie i wystarczy wybrać wersję (Wi-Fi lub 3G + Wi-Fi), by przejść na stronę zamówienia. Testowany przez nas czytnik to wersja tylko z Wi-Fi, o 6-calowym wyświetlaczu, która w angielskim sklepie kosztuje 111 funtów, co w czasie, gdy ten artykuł powstawał, odpowiadało dokładnie 500 zł. Jednak już chwilę później, przy próbie złożenia zamówienia, okazuje się, że Kindle z wysyłką do Polski można zamówić tylko za pośrednictwem strony amerykańskiej.

W USA taki sam Kindle kosztuje 139 dol., co podczas pisania artykułu odpowiadało niespełna 390 zł. Należy jednak pamiętać, że w USA nie ma VAT-u (nawet jeśli wydaje się to niemożliwe). Co więcej, produkty sprowadzane z USA podlegają opłacie celnej. Jej wartość określana jest procentowo w stosunku do wartości produktu, w praktyce często wraz z kosztem przesyłki. Analiza tabel ze stawkami celnymi pozwala nam domyślać się, że stawka ta wynosi 9%, choć trzeba wziąć pod uwagę, że tabele celne są bardzo złożone, więc nietrudno błędnie przyporządkować produkt do dostępnych kategorii. Po zsumowaniu wszystkich podatków całkowity koszt produktu w Polsce powinien wynieść nieco ponad 500 zł plus koszty przesyłki z USA. Jakim więc cudem osoby sprzedające Kindle na Allegro mogą oferować go po znacznie niższych cenach? Czy nielegalnie sprowadzają go z USA samolotem w trakcie prywatnych podróży? Niekoniecznie!

Zamawiając Kindle w USA, można wybrać kilka dodatków do niego, takich jak: skórzany futerał, futerał z lampką, karta upominkowa, zasilacz. Po wybraniu produktów można przejść do podsumowania zamówienia. Portal bardzo szybko pyta o numer karty kredytowej, jeszcze zanim poinformuje o kosztach przesyłki. W końcu wyświetla tę informację: w naszym przypadku wynosi on 20,98 dol. Teoretycznie zwiększa to nasz niemal 500-złotowy koszt o niecałe 60 zł, a czas potrzebny na dostarczenie czytnika to dwa–cztery dni.

Jednak rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Może pozytywnie zaskoczyć lub rozczarować, zależnie od szczęścia. My mieliśmy szczęście. Zamówiliśmy sam czytnik, bez dodatkowych akcesoriów. Z karty kredytowej została zabrana równowartość 159,98 dol. amerykańskich, po czym po trzech dniach czytnik znalazł się w redakcji. Na szarym opakowaniu znajdowała się informacja, że nadawca, firma Amazon, pokryła wszelkie opłaty celne i opłaciła VAT! Oznacza to, że urządzenie kosztowało nas tylko około 450 zł (zgodnie z ówczesnym kursem dolara).

Jednak nie wszystkim transakcja udaje się równie dobrze. Na stronie Amazona w momencie wybrania Polski jako kraju docelowego dowiadujemy się, że trzeba samodzielnie opłacić VAT, choć jest też napisane, że opłata celna nie zostanie naliczona. Dlaczego więc Amazon zrobił dla nas wyjątek? Bynajmniej nie po znajomości. Są dwa możliwe wyjaśnienia tej sytuacji.

Jedna z teorii mówi, że w praktyce Amazon pokrywa wszystkie dodatkowe opłaty, o ile wartość zamówienia wraz z kosztami przesyłki nie przekracza 200 dol.! Nie udało nam się nigdzie znaleźć oficjalnej informacji, że procedura jest właśnie taka. Dowiedzieliśmy się o tym po przeprowadzeniu śledztwa internetowego, poznając przypadki ludzi, którzy do swojego czytnika zamówili także np. okładkę, przez co łączna wartość zamówienia przekroczyła 200 dol., co znacząco podniosło koszt sprowadzenia czytnika z USA. Na korzyść tej teorii świadczy też wspomniana kartka, którą otrzymaliśmy wraz z czytnikiem.

Drugie wyjaśnienie opiera się na prawie europejskim. Zgodnie z art. 23 Rozporządzenia Rady (WE) nr 1186/2009, ustanawiającego wspólnotowy system zwolnień celnych:

1. Z zastrzeżeniem art. 24 zwolnione z należności celnych przywozowych są przesyłki zawierające towary o niewielkiej wartości wysyłane bezpośrednio z państwa trzeciego do odbiorcy znajdującego się we Wspólnocie.

2. Do celów ust. 1 „towary o niewielkiej wartości” oznaczają towary, których rzeczywista wartość nie przekracza 150 EUR na przesyłkę.

Oznacza to, że towar kosztujący właśnie do 200 dol. jest zwolniony z opłaty celnej. W powyżej przytoczonych przepisach nie ma jednak ani słowa o zwolnieniu z VAT-u. Kwestia tego podatku została omówiona w art. 51 Ustawy o podatku od towarów i usług:

1. Zwalnia się od podatku import towarów umieszczonych w przesyłkach wysyłanych z terytorium państwa trzeciego bezpośrednio do odbiorcy przebywającego na terytorium kraju, pod warunkiem że łączna wartość towarów w przesyłce nie przekracza kwoty wyrażonej w złotych odpowiadającej równowartości 22 euro.

2. Zwolnienia od podatku, o którym mowa w ust. 1, nie stosuje się do:

1)    napojów alkoholowych;

2)    tytoniu i wyrobów tytoniowych;

3)    perfum i wód toaletowych.

3. Zwolnienia od podatku, o którym mowa w ust. 1, nie stosuje się do towarów importowanych w drodze zamówienia wysyłkowego.

Teoretycznie więc nie ma żadnego powodu, by VAT-u za Kindle nie płacić, bo nie dość, że jest on wart ponad 22 euro, to na dodatek jest zamawiany wysyłkowo. Jednak praktyka urzędów celnych jest taka, że gdy produkt nie podlega ocleniu, wtedy nie nalicza się do niego także VAT-u, nawet jeśli przepisy każą go zastosować. Niemniej jest to raczej zachowanie podyktowane wygodą i nie można liczyć, że tak właśnie będzie.

Konieczność dopłacenia VAT-u i cła to niejedyne rozczarowanie, jakie może spotkać zamawiającego. Autor artykułu zna dokładnie trzy przypadki, gdy osoba z Polski zamawiała Kindle w Amazonie, i tylko w jednym (naszym) czytnik faktycznie dotarł. W dwóch pozostałych po kilku tygodniach czekania i krótkiej wymianie e-maili z Amazonem firma zwróciła wszystkie pobrane pieniądze, nie dostarczając czytnika.