Piotr Gontarczyk | 19 stycznia 2013, 22:36

Internet, nowe rozwiązania techniczne, nowe możliwości. Dziś mamy to na dłoni

20 lat temu wpadliśmy w sieć

Smartfon w kieszeni, tablet lub notebook w torbie, „inteligentny” telewizor na ścianie, tysiące utworów w urządzeniu mniejszym od pudełka zapałek, film wypożyczony bez wychodzenia z domu, granie z ogromną liczbą osób z całego świata i wreszcie kilka kliknięć do informacji ze wszystkich kontynentów. Najpierw złem nazywano komputery, potem miano szatańskiego dzieła zyskał internet. Era cyfrowych multimediów oraz WWW zaczęła się 20 lat temu. Co przez ten czas osiągnęliśmy? Dziś komputer i globalna sieć nie są już traktowane jako dwa wcielenia zła. Ich połączenie jednak wykreowało nowe.

W 1993 roku, a więc dwie dekady temu, świat komputerów oraz elektroniki użytkowej miał już sporo lat na karku, ale wyglądał zupełnie inaczej. Przeciętny komputer osobisty, znany dziś ogólnie jako pecet, niemal zawsze był zamknięty w szpetnej obudowie o kolorze firany, która co najmniej rok pralki nie widziała. Uruchomienie go czasami wiązało się z zestawem atrakcji. Główną było czekanie, aż na ekranie kineskopowego monitora pojawi się obraz. Niekiedy nie mogło się obyć bez włożenia do stacji dyskietek odpowiedniego nośnika. Aby cokolwiek uruchomić, najpierw trzeba było trochę popisać na klawiaturze. Niektórzy mieli ten luksus, że pracę mogli sobie ułatwić myszką – z jednym lub co najwyżej dwoma przyciskami. Obraz? Cudowna pikselioza oraz 16, a czasem nawet 256 kolorów! Żadnego przycisku Start czy Docka w systemach „okienkowych”... Chwila nieuwagi, a pulpit mogą przysłonić dziesiątki otwartych okien.

Mac OS 7

Telefon komórkowy? Owszem, były wtedy takie przenośne cegły komunikacyjne, z odstającymi antenami, ale mieli je tylko nieliczni. Same urządzenia były potwornie drogie, poza zasięgiem przeciętnego człowieka, a w dodatku ceny za połączenia skutecznie odstraszały od marzeń o komórce. SMS i MMS były więc dla Kowalskiego niedostępne. Aby wysłać życzenia imieninowe lub świąteczne, korzystał z telefonu stacjonarnego lub na przykład kartki pocztowej.

Nokia 1011

Kto chciał obejrzeć film, po prostu szedł do kina. Nie każdemu uśmiechała się taka perspektywa, a filmu rok lub pięć lat po premierze obejrzeć w ten sposób zazwyczaj się nie da. Można go więc było wypożyczyć. Nie pozostawało więc nic innego jak zebrać się w sobie i wyprowadzić swą cielesność z domu, udając się do wypożyczalni kaset VHS. Po seansie warto było taśmę przewinąć do początku, w przeciwnym razie groziła nawet kara.

Kasety VHS

Muzyka? Żaden problem! W domu wieża stereo; odtwarzacz płyt kompaktowych nie był w 1993 roku już aż tak drogim urządzeniem, aby nie można było sobie na niego pozwolić. W tamtym czasie jednak wciąż najpopularniejszym nośnikiem były kasety kompaktowe (tzw. magnetofonowe). Kasety nie zamykały muzyki w domowych pieleszach. Przenośne odtwarzacze były powszechnie dostępne, a polski rynek, jak wiele innych, był zalany chińską „taniochą” marki Panasonix, Akaiwa, SQNY, Phillips i innymi podróbkami, które często grały tak mizernie, że uszy więdły, ale ich posiadacze i tak się cieszyli z możliwości noszenia ulubionej muzyki w kieszeni lub przy pasku od spodni.

Wszystko pięknie, wszystko fajnie, ale co tam się w tym wielkim świecie dzieje? Czy Whitney Houston ma szansę zdobyć MTV Movie Award za rolę w filmie The Bodyguard? Który film zgarnie najwięcej Oskarów i dlaczego jest to Schindler's List? Co o Lechu Wałęsie piszą w Nowej Zelandii? W 1993 roku przepływ informacji wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Internet co prawda już istniał, ale możliwość przeglądania go była do tego czasu zarezerwowana dla nielicznych, a i ci opierali się niemal wyłącznie na czystym tekście. W 1993 roku głównym źródłem informacji była telewizja, gazety (w tym już wtedy bardzo popularne tabloidy) oraz radio. Jak łatwo się domyślić, człowiek wówczas był wyłącznie odbiorcą gotowego materiału. Tylko w niektórych krajach funkcjonowały czysto informacyjne stacje telewizyjne, które mogły przekazywać naprawdę świeże doniesienia, choć i tak często z opóźnieniami.

Źródło: Wyborcza.pl

Nie było też problemów z komputerową rozrywką. Gier już wtedy było mnóstwo, i to w wersjach dla wielu różnych platform, choć akurat ten „prawdziwy pecet” pod tym względem wypadał najsłabiej. Tu prym wiodły komputery marki Commodore i Atari. Obok nich funkcjonowały automaty do gier, które wciąż cieszyły się dużą popularnością. Nie sposób też zapomnieć o legendarnych radzieckich „jajkach” firmy Elektronika, które można było kupić przede wszystkim na targowiskach.

Czy świat był wtedy jakiś dziwny? A może dziwny jest teraz? Co się zmieniło, no i jak się zmieniało? Co się udało, a co nie? Czy pamiętamy to, co doprowadziło nas do punktu, w którym jesteśmy dziś? Ja... właśnie o tym.