Piotr Kwiatkowski | 8 marca 2018, 15:30

Samsung Galaxy S9+ – test najnowszego flagowca Koreańczyków

Lepszy wrogiem dobrego

W zeszłym roku Samsung zaprezentował model Galaxy S8 – smartfon, który wyznaczył wizualne i funkcjonalne standardy. Okazał się on jednym z najlepszych i najpopularniejszych urządzeń 2017 roku. Koreańczycy, opracowując tegoroczne modele Galaxy S9 i Galaxy S9+, mieli zatem przed sobą bardzo trudne zadanie. Żeby przebić S8, musieliby w pewnym sensie wymyślić smartfonowe koło na nowo. Zobaczmy, czy im się to udało.

Po barcelońskiej prezentacji serii Galaxy S9 otrzymałem do testów mocniejszą wersję nowości Samsunga, czyli model Galaxy S9+. Obie mogłem jednak na spokojnie obejrzeć w czasie konferencji Galaxy S9 Unpacked i na stoisku producenta w czasie targów MWC 2018. Pierwszy rzut oka na Galaxy S9 i Galaxy S9+ może nieco rozczarować obecnego użytkownika Galaxy S8 lub Galaxy Note 8. Nowy flagowiec jest bowiem konstrukcyjnie i wizualnie bardzo – powiedziałbym nawet: za bardzo – podobny do swoich starszych braci.

Czujni obserwatorzy dostrzegą subtelne różnice w długości przycisku wyłącznika (w S9+ jest dłuższy) oraz nowy wzór szczeliny dolnego głośnika (dawniej była to kratka) i wyczują pod palcami ostrzejsze krawędzie metalowej ramki przy ich łączeniu z zagięciami przedniego i tylnego szklanego panelu (poprawiają pewność chwytu), ale patrząc na leżące obok siebie modele z serii S8 i S9, nie jest wcale trudno je pomylić.

Znacznie więcej zmieniło się z tyłu obudowy. W Galaxy S9 i Galaxy S9+ czytnik linii papilarnych został przeniesiony z boku na dół sekcji modułu aparatu. Poprzednie rozwiązanie było, delikatnie mówiąc, mało wygodne, szczególnie w większym S8 z plusem w nazwie. Galaxy S9+ doczekał się też aparatu z podwójną optyką (podobnie jak Galaxy Note 8). W klasycznym Galaxy S9 wciąż będziemy musieli zadowolić się cyfrówką z jednym obiektywem. Pod względem wyglądu i jakości wykonania mamy zatem do czynienia z lekko udoskonaloną kontynuacją koncepcji zastosowanej w Galaxy Note 7 i Galaxy S8. Tu nawet nie próbowano dokonać większej rewolucji, ale może to i dobrze, gdyż charakterystyczny wygląd S8 zapewnił mu dużą popularność.

Tym, co mocno zaskoczyło mnie w testowym egzemplarzu Galaxy S9+, jest mała odporność na zarysowanie tafli szkła Gorilla Glass 5 na ekranie i tylnym panelu. W ciągu pierwszego tygodnia użytkowania, mimo że traktowałem sprzęt ostrożnie, na powierzchni szklanych tafli pojawiły się pierwsze, i to dość głębokie, rysy. Oznacza to, że nowy elegancki nabytek najlepiej zaraz po zakupie zamknąć w jakimś szczelnie otulającym go futerale. Być może właśnie z tego powodu barcelońskiej prezentacji smartfonów Galaxy S9 towarzyszyła także promocja pokaźnej puli przeróżnej maści futerałów.

Są cztery wersje kolorystyczne tylnej części obudowy. Front wszystkich odmian jest obowiązkowo czarny.