Marek Kowalski | 2 października 2018, 14:01

Test monitorów dla graczy w cenie do 1500 zł

Monitor dla gracza ≠ dla grafika

Monitory to urządzenia o bardzo szerokim zakresie funkcji, a także niezwykle zróżnicowanych cenach. Są dostępne zarówno takie za kilkaset złotych, jak i studyjny sprzęt kosztujący kilkadziesiąt tysięcy za sztukę. Tym razem wzięliśmy na warsztat 16 modeli dla graczy, których cena nie przekracza 1500 zł. Czy za tę kwotę gracz znajdzie dla siebie coś sensownego? I czy te monitory nadają się także do codziennej pracy? Dziś odpowiadamy na te – i nie tylko na te – pytania.

Pojęcie „dobry monitor” jest względne, głównie ze względu na zróżnicowanie potrzeb potencjalnych użytkowników. Tym razem zajęliśmy się monitorami przeznaczonymi dla graczy. Gdy zapraszaliśmy producentów do udziału w testach, stawialiśmy urządzeniom tylko dwa wymagania. Po pierwsze, sprzęt powinien umożliwiać odświeżanie ekranu z częstotliwością przynajmniej 144 Hz, a po drugie miał być dostępny w sklepach w cenie nieprzekraczającej 1500 zł.

Szybki rzut oka na testową stawkę

Oprócz tego nie stawialiśmy żadnych warunków, dzięki czemu trafiły do nas monitory zróżnicowane z punktu widzenia ergonomii, pod względem wyglądu, funkcjonalności czy wreszcie rozmiaru. Ostatecznie do testu zakwalifikowało się 17 monitorów dla graczy, ale jeden z nich pominęliśmy. Dlaczego? O tym za chwilę.

W naszym teście porównawczym wzięły udział zarówno modele o dość agresywnym, tzw. gamingowym, wzornictwie, jak też takie, których projekt jest zauważalnie bardziej stonowany. Zakres przekątnych to 23,5–27 cali. Żaden z testowanych monitorów nie był wyposażony w błyszczącą matrycę – co można uznać za zaletę. Niemal wszystkie testowane urządzenia są wyposażone w panele LCD typu TN – rozwiązanie powszechne w tańszych monitorach kierowanych do graczy. Nie powinno to nikogo dziwić, TN-ki to przecież najszybsze panele ciekłokrystaliczne, a szybkość ma szczególnie duże znaczenie w grach. Wyjątkiem są cztery konstrukcje z panelami VA Quantum Dot (z pewnością domyślacie się, o jakiej marki produkty chodzi), VA i MVA. Cztery modele w stawce mają zakrzywione ekrany (o identycznej krzywiźnie, 1800 R).

Szczegółowe informacje o poszczególnych monitorach przedstawiamy, oczywiście, na odrębnych stronach.

Wspomniany monitor, który nie został uwzględniony w teście, choć dotarł do laboratorium, to BenQ Zowie XL2536. Po prostu nie zmieścił się w założonym przez nas budżecie. Warunkowo przyjęliśmy go na stan w laboratorium i wykonaliśmy jego przekrojowe testy, gdyż przedstawiciel producenta zapewniał, że model ten znacząco stanieje. BenQ faktycznie staniał, i to znacznie (w momencie rozpoczęcia testów w niektórych sklepach kosztował nawet 2000 zł), ale jego cena wciąż nie zeszła do poziomu, który moglibyśmy zaakceptować (sprawdź obecne ceny modelu BenQ Zowie XL2536). Jego test opublikujemy jednak w osobnym artykule już niebawem.

Wróćmy jednak do właściwego testu. Przynajmniej niektórzy z Was mogą pomyśleć…

A gdzie IPS?

Na pierwszy rzut oka może zaskakiwać brak w naszym teście jakiegokolwiek monitora z matrycą LCD IPS. Przecież doskonale wiadomo, że są dostępne modele z takim ekranem, które są przez producentów pozycjonowane jako sprzęt do gier. Dość wspomnieć popularną wśród graczy markę Asus ROG i wybrane konstrukcje z serii ROG Swift. Niestety, nawet najtańszy 24-calowy monitor z tej serii, Asus ROG Swift PG248Q (notabene z panelem TN, a nie IPS), kosztuje około 2000 zł (modele z serii ROG Swift z panelami IPS są zauważalnie droższe – możecie sami sprawdzić ich ceny). To znacznie powyżej przyjętego zakresu cen.

Z drugiej strony tanie IPS-y jak najbardziej istnieją, tyle że mamy tu typowy przykład problemu „krótkiej kołdry”. Monitor IPS z ekranem o przekątnej 24-cali może kosztować nawet poniżej 700 zł (przeczytajcie nasz test tego typu urządzeń), ale trudno w takim przypadku mówić o monitorze dla graczy, a tym bardziej nie ma co marzyć o odświeżaniu z częstotliwością 144 Hz. 

Asus ROG – wielki nieobecny? Nie, po prostu zbyt drogi (fot. Asus)

Szukając z myślą o grach IPS-a zdolnego odświeżać obraz 144 razy na sekundę, trzeba się liczyć ze znacznie większym wydatkiem. Na przykład najliczniej reprezentowana w naszym teście (aż sześć produktów) marka AOC również ma w swojej ofercie kierowany do graczy 144-hercowy monitor IPS, tyle że kosztuje on prawie 3000 zł (sprawdź obecne ceny). To Agon AG271QG. Już go przetestowaliśmy, więc zainteresowanych odsyłamy do poświęconego mu artykułu. Po prostu nie ma na polskim rynku monitora, który łączyłby odświeżanie na poziomie 144 Hz z panelem LCD IPS, a do tego kosztował maksymalnie 1500 zł. Taki budżet właściwie skazuje na 144-hercowe TN-ki, ewentualnie modele z matrycą typu VA. Można też wybrać IPS-a, ale o wolniejszym odświeżaniu, a te monitory, ze względu na przyjęte kryteria, nas nie interesowały.

Monitor dla gracza – co ma znaczenie?

Matryce TN mają wiele zalet z punktu widzenia zarówno producenta, jak i potencjalnego nabywcy, w tym gracza. Przede wszystkim spośród wszystkich rodzajów wyświetlaczy ciekłokrystalicznych są najtańsze w produkcji. Oczywiście, dzięki temu oszczędza także konsument, który otrzymuje tańszy produkt. Najtańsze monitory w ogóle to właśnie te z panelami typu TN.

TN-ki mają również tę zaletę, że są szybkie. Innymi słowy, czas pełnego cyklu włączenia i wyłączenia piksela, czyli tzw. czas reakcji matrycy, jest w nich najkrótszy. W kontekście gier to niebagatelna zaleta, bo ma istotny wpływ na to, ile klatek monitor faktycznie wyświetli – niezależnie od tego, jak mocna jest karta graficzna.

Czas reakcji jest też powiązany z następnym istotnym dla gracza parametrem: częstotliwością odświeżania. Monitory przeznaczone do zwykłej pracy na komputerze najczęściej odświeżają obraz z częstotliwością do 60 razy na sekundę. Jak pokazuje prosta matematyka, żeby urządzenie faktycznie wyświetlało 60 obrazów w ciągu sekundy, czas reakcji każdego piksela nie może być dłuższy niż 16,6 ms (czyli po prostu 1/60 s). Tymczasem wszystkie testowane przez nas monitory mogą to robić co najmniej 144 razy na sekundę (dwa modele były jeszcze szybsze: osiągały, odpowiednio, 180 Hz i 240 Hz). Oznacza to, że muszą one mieć tak wysterowane matryce, by zapalenie i zgaszenie piksela trwało nie dłużej niż 6,9 ms (1/144 s). W przypadku monitorów jeszcze szybszych (o jeszcze większej częstotliwości odświeżania) czas reakcji powinien być odpowiednio krótszy. Oczywiście, teoria to jedno, a praktyka drugie.

Producenci zwykle podają bardzo korzystny czas reakcji (w przypadku monitorów przeznaczonych dla graczy najczęściej wynosi on zaledwie 1 ms). Pamiętajmy jednak, że jest to czas dotyczący przejścia z jednego odcienia szarości w inny odcień szarości (tzw. GtG – grey to grey). Taki pomiar ma mniejsze znaczenie praktyczne.  

A jak jest naprawdę? Z tym bywa, niestety, różnie. Nasze pomiary wykazały, że nie każdy monitor umiał zapalać i gasić piksele w czasie określanym teoretycznie przez oficjalną częstotliwość odświeżania. Co prawda wielu producentów wykorzystuje dodatkowe techniki kompensacji negatywnych efektów wydłużonego czasu reakcji, ale wolniejszy czas reakcji matrycy ma często wpływ na komfort rozgrywki. Szczególnie w szybkich grach FPS, takich jak CS:GO.

Nieprzypadkowo wymieniamy CS:GO, bo właśnie między innymi tej gry używaliśmy do sprawdzenia, czy dany monitor jest wolny od negatywnych zjawisk w wyświetlanym obrazie. Powyżej widoczne są wybrane kadry z naszej testowej mapy, zawierającej animowane kontrastowe obiekty (obracający się biały i czarny krzyż), a także obiekty teksturowane, poruszające się w różny sposób (ruch poziomy, pionowy, po przekątnej itd.). Pozwoliło to ocenić dany monitor pod kątem ewentualnego smużenia ruchomych obiektów, rozmyć, powidoków (ghosting) i innych efektów utrudniających rozgrywkę.

Oprócz tego weryfikowaliśmy jakość obrazu w grze z wykorzystaniem publicznie dostępnej mapy Canals. W tym przypadku zwracaliśmy uwagę na to, jak zachowuje się obraz na kontrastowych obszarach, czy ruch jest płynny, czy nie ma rozmyć, smużenia i jakichkolwiek innych niepożądanych zjawisk, które mogłyby przeszkadzać w rozgrywce. 

Oczywiście zadbaliśmy o to, by liczba klatek generowanych przez kartę graficzną była zawsze znacząco większa od częstotliwości odświeżania danego monitora, przecież chodziło o sprawdzenie, czy monitor ma problem z prawidłowym generowaniem obrazu. 

Wielu producentów stosuje różne dodatkowe triki zwiększające efektywność urządzenia w grach. Mamy różne formy sterowania podświetleniem (impulsowe PWM, ULMB itp.), strefowe sterowanie panelem (MPRT w Samsungach), funkcje dotyczące różnego traktowania ciemnych i jasnych scen (np. black equalizer w BenQ – celowe podniesienie jasności w ciemnych partiach obrazu, co ma ułatwić rozpoznanie czyhającego w „mroku” przeciwnika), kompensację kontrastu, dopalanie pikseli (overdrive) i wiele więcej. Szczegóły testów i wrażenia z gry przedstawiamy w opisach poszczególnych modeli. 

Albo szybkość, albo jakość

Stwierdzenie w powyższym śródtytule, będące oczywiście wielkim uproszczeniem, odnosi się do wad paneli TN. Dotychczas wspomnieliśmy o ich szybkości, bardzo dobrej z punktu widzenia gracza. Jednak TN-ki mają też sporo wad, do których można zaliczyć ograniczone kąty widzenia (szczególnie w pionie; odchylenia jasności i jakości wyświetlanych barw są widoczne, gdy użytkownik nie siedzi na wprost monitora). Inną wadą jest odwzorowanie barw. Kolory w cyfrowo przetwarzanym obrazie pochodzącym z komputera są tworzone przez mieszanie trzech podstawowych składowych: czerwonej, zielonej i niebieskiej (RGB – Red, Green, Blue). Obecnie najczęściej stosowany jest 24-bitowy zapis koloru, na który składają się trzy 8-bitowe wartości przypadające na każdą z trzech składowych. Z takiego 24-bitowego zapisu korzystają dziś absolutnie wszystkie karty graficzne, jednak po stronie monitorów może być już inaczej. Szczególnie w przypadku paneli typu TN, z których większość reprezentuje barwy przy użyciu tylko 6-bitowych wartości dla każdej składowej.

Co prawda każdy z producentów podaje, że jego sprzęt ma 8-bitowy panel (oczywiście, żadne z testowanych urządzeń nie miało 10-bitowego panelu, charakterystycznego dla droższych monitorów, przeznaczonych do prac graficznych), ale pełna, 24-bitowa paleta (teoretycznie 16,7 mln barw) jest uzyskiwana przez łączenie barw powstałych z 6-bitowej reprezentacji każdej składowej oraz technik tymczasowego ditheringu (tzw. FRC – Frame Rate Control), niezbędnego do symulowania barw niemających cyfrowej reprezentacji w ograniczonej przestrzeni bitów w panelu TN. Sześciobitowe panele TN z ditheringiem „udającym” rzeczywistą 24-bitową paletę są stosowane powszechnie, jednak tylko jeden z producentów, których wyroby wzięły udział w teście, iiyama, otwarcie przyznaje się do użycia takiego rozwiązania. Japońska marka jawnie podaje w specyfikacji testowanego modelu, że zastosowała panel TN 6-bit + Hi-FRC, co ma umożliwiać reprezentację pełnej, 24-bitowej palety barwnej. 

Zresztą zobaczycie to wyraźnie w wynikach naszych testów, w których zwracaliśmy też uwagę na takie kwestie jak faktyczny zakres barw wyświetlanych przez dany model, a także wiele innych cech pozwalających określić, czy monitor nadaje się również do codziennej pracy i rozrywki niezwiązanej z grami (np. oglądania filmów). Cztery monitory niekorzystające z paneli TN (VA Quantum Dot oraz MVA) uzyskały zauważalnie szerszy gamut od każdego z paneli TN (szczegóły w dalszej części artykułu), choć – niespodzianka – wyniki nie były do końca jednoznaczne. Niemniej matryce VA powinny lepiej się nadawać do codziennej pracy. Tylko czy równie dobrze wypadły w grach? Szczegóły zawarliśmy w opisach produktów, a w tym miejscu możemy napisać jedno: żaden e-sportowiec, żaden profesjonalny gracz żądny sukcesów w CS:GO i podobnych tytułach nie wybierze monitora VA. 

Nie chcemy jednak powiedzieć, że panele TN są czymś złym. Produkty przeznaczone dla określonej grupy użytkowników projektuje się z uwzględnieniem cech szczególnie ważnych właśnie dla niej. A z pewnością przyznacie, że dla gracza bardziej istotna jest płynność rozgrywki, brak smużenia ruchomych obiektów w grze czy brak negatywnych zjawisk takich jak powidoki (ghosting) niż wierność i liczba wyświetlanych przez monitor barw. Wiedzą to również projektanci monitorów dla graczy, odpowiedzialni za wysterowanie matryc w taki sposób, by zapewniły komfortową (w sensie: płynną i szybką, nie zaś kolorową) rozgrywkę. Produktu idealnego po prostu nie ma. Niedzielny gracz zajmujący się obróbką fotografii będzie najprawdopodobniej niezadowolony z większości uwzględnionych w teście monitorów (może z drobnymi wyjątkami – mamy tu na myśli modele z matrycą VA), a rasowy gracz nawet nie spojrzy na powolny, choć pięknie oddający barwy monitor przeznaczony do profesjonalnej grafiki.