Piotr Kwiatkowski | 26 września 2018, 14:01

Samsung Galaxy Note 9 – test nowego notatnika firmy Samsung

Notatnik. Bardziej. S-Pen. Bardziej. Megamoc... już niekoniecznie

Smartfony, lub też – jak niektórzy wolą – fablety, z serii Galaxy Note to urządzenia, które wraz z nadejściem każdej następnej generacji wstrząsały rynkiem. Prawda – nie zawsze wyłącznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Galaxy Note 9 ma jednak duże szanse na to, żeby zatrzeć wspomnienie tych wszystkich mniej chwalebnych chwil i jednym ruchem nowego rysika S-Pen odzyskać dla Samsungowych notatników utraconą smartfonową koronę.

Samsung Galaxy Note 9 – tylko konieczna kosmetyka

Zmiany w wyglądzie Galaxy Note 9 względem starszego Galaxy Note 8 są bardzo zbliżone do tych, które wcześniej mogliśmy zaobserwować w wypadku Galaxy S9 i Galaxy S8, czyli, mówiąc oględnie... niewielkie. Minimalnie zmalały ramki ekranu, szczególnie dolna, krawędzie aluminiowej ramki zyskały gustowny frez, a czytnik linii papilarnych przesunął się poniżej modułu aparatu, co radykalnie zwiększyło wygodę korzystania z niego. 

Z jednej strony takie posunięcie projektantów jest zrozumiałe. Usunięto największą słabość Galaxy Note 8, czyli wcześniej wspomniany, źle umieszczony czytnik linii papilarnych. Poprawianie na siłę czegoś eleganckiego, co zdobyło uznanie użytkowników, wydaje się zaś w tej sytuacji zadaniem obarczonym wyłącznie niepotrzebnym ryzykiem. Galaxy Note 9 zachował zatem aluminiową ramę, zagięty na bokach ekran, szkło Corning Gorilla Glass 5 pokrywające tył i front obudowy, wodoszczelność oraz ten sam układ przycisków, z niefortunnym, z punktu widzenia polskiego użytkownika przyciskiem asystenta Bixby. Ten ostatni zamontowano poniżej regulatora głośności, gdzie logiczniej byłoby umieścić wyłącznik telefonu. Samotny wyłącznik znajdziemy zaś na prawym boku Galaxy Note 9. Ponieważ Bixby wciąż nie rozumie języka polskiego, trochę szkoda, że do aktywującego go przycisku nie można przypisać jakiejś bardziej przydatnej funkcji.

Na szczęście, przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, a więc po jakimś czasie obcowania z Galaxy Note 9 przestajemy wreszcie przypadkowo włączać asystenta firmy Samsung. Oczywiście, posiadacze starszego Galaxy Note 8 mają ten cały proces adaptacji już dawno za sobą.
  

Dość ciekawie wygląda układ sekcji aparatu. Oczko głównego modułu nie jest bowiem umieszczone centralnie na środku obudowy. Do tego, również sam obiektyw nie leży centralnie w owym oczku. Niby nie jest to nic istotnego, ale w dobie wszechobecnego dążenia do idealnej wizualnej symetrii takie postępowanie wydaje się dość nietypowe.   

Powyżej ekranu także można dostrzec konstrukcyjny status quo: pojedynczy aparat przedni, system skanowania tęczówki, czujniki oświetlenia i zbliżeniowy oraz szczelinę głośnika słuchawki. Jedyną zmianą jest to, że we wspomnianej szczelinie ukrywa się teraz drugi głośnik smartfona, Galaxy Note 9 ma bowiem stereofoniczny system audio.   

Drugi głośnik spoczywa tradycyjnie na dole obudowy, tuż obok gniazda rysika S-Pen, złącza USB 3.1 gen 1 typu C oraz wciąż obecnego w Galaxy Note 9 gniazda słuchawkowego minijack o średnicy 3,5 mm. Za to ostatnie posunięcie Samsung ma u mnie spory plus – jednak się udało, bez wykręcania się brakiem miejsca w obudowie czy kłopotami z uszczelnieniem. Galaxy Note 9 ma też, oczywiście, wodoszczelną obudowę (zgodnie z normą IP68).

Galaxy Note 9 jest dostępny w czterech kolorach obudowy: czarnym, niebieskim, różowym oraz miedzianym. W polskich sklepach zobaczymy jednak wyłącznie trzy pierwsze wersje – miedziana, przynajmniej na razie, nie będzie u nas dostępna. Być może pojawi się w przyszłości, w ramach „edycji limitowanej”. Na razie funkcję ekskluzywnej odmiany pełni niebieska, którą wyposażono w żółto-złoty rysik (pozostałe mają rysiki w kolorze obudowy ze srebrnymi dodatkami).