Piotr Kwiatkowski | 2 listopada 2018, 14:01

Huawei Mate 20 Pro – test smartfonu za 4000 złotych

Modny styl, garść nowości i cena godna flagowca

Ostatni rok zdecydowanie należał do firmy Huawei. Nie stało się tak jednak dlatego, że z jej fabryk wychodzą bezsprzecznie najlepsze smartfony na rynku. Chińczykom udało się za to przeprowadzić w tym czasie bardzo radykalną rewolucję w swojej ofercie, zarówno wizualną, jak i jakościową. Nie można też zapominać, że potrójny aparat smartfonu P20 Pro zawstydził wszystkich rywali. Dziś Huawei ma dla nas następną niespodziankę: nowy flagowiec Mate 20 Pro.

Huawei Mate 20 Pro – tylko nie mów, że jest brzydki

Nowemu flagowcowi Huawei można zarzucić wiele. Na przykład to, że ze swoim zagiętym na bokach ekranem OLED i zaoblonym tyłem wygląda niepokojąco podobnie do pewnego cenionego rywala. To źle? Niekoniecznie, ponieważ dzięki tym zabiegom Mate 20 Pro jest elegancki i dobrze leży w dłoni. Został też solidnie i starannie wykonany.


Już od pierwszej chwili obcowania ze smartfonem Mate 20 Pro w oczy rzuca się sporych rozmiarów notch (o szerokości aż 32,8 mm). Na tylnym panelu pojawiła się zaś nietypowa, kwadratowa sekcja głównego, trójmodułowego aparatu. Elementy te sprawiają, że pomimo wspomnianych podobieństw do, nie ukrywajmy już tego dalej, flagowego Samsunga Galaxy S9 Mate 20 Pro jest urządzeniem charakterystycznym i łatwo rozpoznawalnym w smartfonowym tłumie.
 
Tak duży notch to wynik zastosowania w wersji Pro zaawansowanego systemu rozpoznawania twarzy o nazwie Huawei 3D Depth Sensing. Wymaga on obecności dodatkowych elementów elektronicznych, takich jak: aparat IR, element doświetlający scenę w podczerwieni (flood illuminator) oraz projektor pomocniczej siatki punktów (dot projector). Zostały one umieszczone właśnie na powierzchni notcha. Producent obiecuje nam za to, że jego nowy system rozpoznawania twarzy jest szybszy niż ten znany z nowych smartfonów firmy Apple i równie pewny. Zwykły Mate 20, który nie korzysta z Huawei 3D Depth Sensing, ma dla kontrastu bardzo mały, łezkowaty notch. Który z nich jest lepszy? Chyba żaden.
 
 
Aluminiowa, wykończona pod kolor obudowy rama i zagięte na bokach tafle szkła Corning Gorilla Glass 5 są dziś standardem w nowoczesnych flagowcach. Huawei stara się zaś stale zaskakiwać nas sposobem wykończenia swoich urządzeń, a szczególnie ich tyłu. Cieniowane zabarwienie znane z P20 Pro (w wersjach Twilight oraz Pink Gold) pozostały również w modelu Mate 20 Pro, ale... Chińczycy poszli tym razem jeszcze o krok dalej. Zaproponowali nam nowe wykończenie o nazwie Hyper Optical Pattern. Cóż to takiego? Warianty niebieski i ponoć niedostępny w naszym kraju zielony (Emerald Green) mają delikatny pasiasty wzór pod szkłem oraz bardzo delikatnie prążkowaną zewnętrzną powierzchnię szkła. Taka faktura nie tylko wygląda elegancko, ale też sprawia, że chwyt jest pewniejszy, a odciski palców są odrobinę (zdecydowanie tylko odrobinę) mniej widoczne. Wersja czarna ma zaś z tyłu klasycznie wypolerowane szkło. Nie jest to jednak typowa, nudna czerń, jak choćby ta z czarnego Galaxy S9, przypomina bowiem bardziej zmieniającą się w zależności od oświetlenia czerń obudowy OnePlusa 6 w wersji Mirror Black.
 


Obudowa Mate'a 20 Pro jest pyło- i wodoszczelna, zgodna z normą IP68. Producent zapewnia, że smartfon można zanurzyć na głębokość 1,5 m, na czas do 30 minut. Do Mate'a 20 Pro będzie jednak można dokupić specjalną obudowę, która pozwoli zejść pod wodę nieco głębiej, nawet do 5 m. W ustawieniach aparatu pojawił się z tej okazji nowy tryb wykonywania zdjęć podwodnych.

Zarówno na przednim, jak i tylnym panelu nie widać czytnika linii papilarnych. Został on bowiem ukryty pod powierzchnią ekranu, na jego środku, mniej więcej w jednej trzeciej wysokości. Wszystkie przyciski sterujące znalazły się zaś na prawym boku urządzenia, przy czym wyłącznik we wszystkich wersjach kolorystycznych jest czerwony. To z pozoru proste rozwiązanie dodaje urządzeniu klasy, szczególnie wersji czarnej. 

Na dole obudowy jest dziwnie pusto, nawet pomimo tego, że obok centralnie położonego portu USB 3.1 gen. 1 typu C umieszczono, dość nietypowo, szufladkę na dwie karty Nano SIM. Brakuje tu znanych z P20 Pro grilli skrywających mikrofon i główny głośnik smartfonu. Huawei tym razem postanowił, że dźwięk będzie się wydobywał przez szczelinę portu USB. Mate 20 Pro nie ma też wyjścia słuchawkowego minijack 3,5 mm. Podobnie jak w rodzinie Mate 10 zachowała je wyłącznie tańsza wersja smartfonu, czyli zwykły Mate 20.  

Malutka szufladka kart SIM wygląda, jakby nie miała szans pomieścić karty pamięci. Okazuje się jednak, że jedno z gniazd Nano SIM jest hybrydowe. Obsługuje ono jednak nowy typ karty pamięci o nazwie Nano Memory (NM), który Huawei lansuje razem z modelami Mate 20. Kartę NM o pojemności 128 GB oraz szybką ładowarkę bezprzewodową otrzymają jako bonus osoby zamawiające Mate'a 20 Pro w nadal prowadzonej przedsprzedaży. Jak można się domyślić, moduł NM ma takie same wymiary jak moduł dostępowy Nano SIM, a więc jest wyraźnie mniejszy (o mniej więcej 40 procent) niż tradycyjna karta microSD. Firma Huawei pokłada duże nadzieje w swoim pamięciowym pomyśle i chciałaby, żeby stał się on powszechnie obowiązującym standardem. Czy jest na to szansa? Trudno powiedzieć. Na razie 128-gigabajtowa karta Nano Memory kosztuje w polskich sklepach około 250 zł, czyli jest, delikatnie mówiąc, droga i pasuje tylko do dwóch smartfonów: Mate 20 oraz Mate 20 Pro. Mate 20 Pro w standardowej konfiguracji ma zaś wbudowane wystarczające do większości zastosowań 128 GB pamięci na dane. 

Zastosowane szkło (producent utrzymuje, że jest to Gorilla Glass 5) okazuje się, podobnie jak to, które chroni P20 Pro, niezbyt odporne na zarysowania. Tymczasem Mate 20 Pro nie ma już fabrycznie naklejonej na ekran folii ochronnej, a tak zagięta powierzchnia wyświetlacza nie ułatwia stosowania tanich folii i szkieł. Na szczęście łatwiej będzie zadbać o tylny panel, w zestawie producent dołącza bowiem przezroczyste silikonowe etui.