Piotr Kwiatkowski | 23 marca 2019, 10:04

Samsung Galaxy S10+ − flagowiec skazany na sukces

Samsung Galaxy S10+ − koreańska elegancja, cennik z Cupertino

Rynkowy sukces modelu Galaxy S8, zresztą bardzo dobrego i będącego w 2017 roku inspiracją dla smartfonowego rynku chyba nieco uśpił czujność firmy Samsung, a jedynie ewolucyjne zmiany w Galaxy S9 w połączeniu z odważnym atakiem chińskich producentów w segmencie premium sprawiły, że nad serią Galaxy S w roli rynkowego lidera pojawiło się kilka ciemniejszych chmur. To już jednak historia. Na rynku pojawił się bowiem nowy model  Galaxy S10+.

Samsung Galaxy S10+ – gdyby taki był Galaxy S9+...

Galaxy S10+ jest smartfonem, na który wszyscy czekaliśmy. Ma w oznaczeniu parzystą i do tego jubileuszową dziesiątkę, a zgodnie z panującą opinią na temat rozwoju modeli Galaxy S to właśnie co druga edycja jest przełomowa. I trzeba przyznać, że Galaxy S10+ robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Jest smukły i elegancki. Wygodnie leży w dłoni. Solidność oraz precyzja wykończenia jego obudowy budzą zaufanie, a zagięty na bokach, świetnie prezentujący się zarówno w pomieszczeniu, jak i na zewnątrz ekran o marketingowej nazwie Dynamic AMOLED z pewnością przekona do Galaxy S10+ nawet największych samsungowych sceptyków.   
 
 
Duży, 6,4-calowy ekran smartfonu chroni szkło Corning Gorilla Glass 6. Tył w wersji podstawowej Galaxy S10+ wykonano ze szkła Corning Gorilla Glass 5. Droższe edycje z pamięcią dla danych o pojemnościach 512 GB i 1 TB mają zaś ceramiczne tylne panele. We wszystkich wersjach całość spaja aluminiowa, elegancko wyprofilowana rama.
 
Testowy egzemplarz Galaxy S10+ ma szklany tył w kolorze Prism White. Potocznie określany on bywa jako biały, ale w rzeczywistości jest to kolor perłowy. Taki panel prezentuje się bardzo atrakcyjnie i ciekawie załamuje odbijające się białe światło, mieniąc się błękitem i różem, czyli tak jak prawdziwa masa perłowa. Standardowy Galaxy S10+ dostępny jest także z tyłami w kolorach: czarnym (Prism Black), zielonym (Prism Green) i niebieskim (Prism Blue), przy czym ten ostatni zarezerwowany został w Polsce na wyłączność dla operatora Orange. Droższe, ceramiczne edycje Galaxy S10+ występują tylko w kolorach białym (Ceramic White) lub czarnym (Ceramic Black). 
 
 
Tylny panel Galaxy S10+ na pierwszy rzut oka nieco przypomina tył Galaxy Note 9, ale... jedynie przypomina. W sekcji foto ukrywają się tu bowiem: kompletny i uniwersalny smartfonowy aparat z trzema modułami: standardowym, szerokokątnym i tele 2x (w Note 9 jest tylko podwójny), diodowa lampa doświetlająca fotografowaną scenę oraz ulokowany tuż obok niej tradycyjny dla serii Galaxy S czujnik tętna. Na tylnym panelu nie ma już czytnika linii papilarnych. Powędrował on na przód obudowy, a dokładniej − pod powierzchnię ekranu. Ultradźwiękowy czytnik działa szybko i precyzyjnie, choć w czasie testu zdarzyło mu się przestać poprawnie reagować na mój odcisk palca. Konieczne było usunięcie wzorca z pamięci telefonu oraz ponowne zakodowanie linii papilarnych. Potem nie było już problemów... przynajmniej na razie.
 
 
Smartfon może być również odblokowywany wizerunkiem naszej twarzy. System jej rozpoznawania nie ma już jednak skanera siatkówki, nie wykorzystuje też systemu 3D z projekcją siatki punktów. W praktyce, podczas pracy nie korzysta nawet z dodatkowego modułu przedniej kamery, który standardowo służy do oceny głębi sceny. Sam Samsung ostrzega, że nie jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie i posiadaczom wrażliwych danych w smartfonie zaleca raczej korzystanie z czytnika linii papilarnych. W sieci pojawiły się informacje o możliwości odblokowania Galaxy S10+ za pomocą zdjęcia lub filmu wyświetlanego na ekranie innego telefonu. Z testowym egzemplarzem takie coś nie przeszło, ale... rozpoznawanie twarzy bez problemu zadziała wówczas, gdy mamy zamknięte oczy, a więc odblokowanie „na śpiocha” jest możliwe. 
 
 
W Galaxy S10+ Samsung pozostał przy tradycyjnej dla siebie, czyli kompletnej sekcji audio. Otrzymujemy zatem stereofoniczne głośniki oraz gniazdo słuchawkowe minijack 3,5 milimetra, które ulokowano na dole obudowy.
 
Na górze obudowy znalazło się miejsce jedynie dla szufladki kart. Pomieści ona dwa moduły  Nano SIM lub jedną kartę SIM oraz jedną kartę pamięci microSDXC o pojemności do 512 GB.  
 
 
Praktycznie pozbawiony ramek ekran smartfonu w prawym górnym rogu ma wycięty otwór na przednią kamerę. Tylko że model Galaxy S10+ wyposażono nie w pojedynczy, a w podwójny aparat przedni (z dodatkowym modułem do tworzenia efektu bokeh). Z ekranu Infinity O zrobił nam się więc ekran Infinity OO ze sporym owalnym wycięciem zamiast obiecywanej małej dziurki. Samsung robi, co może, aby zminimalizować widoczność tego rozwiązania − wszystkie firmowe tapety są wyraźnie ciemniejsze w prawym górnym rogu. Za to internetowa społeczność tworzy tapety akcentujące podwójny aparat i żartobliwie wkomponowujące jajowate lub, jak kto woli, owalne wcięcie w różne motywy graficzne, na przykład przedstawiające Kim Dzong Una spoglądającego na nas oczami smartfonowego aparatu. Osobiście, nie dostrzegam jakiejś istotnej przewagi dziurki w ekranie nad niewielkim notchem, ale... o gustach się nie dyskutuje.
 
 
Reasumując, Samsung skonstruował: smukły, dobrze leżący w dłoni, atrakcyjny stylistycznie, solidny (obowiązkowa pyło- i wodoszczelność obudowy, IP68) i funkcjonalny smartfon, który z pewnością wielu osobom wpadnie w oko, prowokując je do wysupłania z portfela pokaźnej nawet jak na flagowe standardy sumy. Za testowaną wersję podstawową Galaxy S10+ ze 128 GB pamięci flash przyjdzie nam zapłacić aż 4399 złotych. 

Na koniec tej części prezentuję galerię zdjęć produktowych najnowszego flagowca firmy Samsung na białym tle: 

 

 

oraz kadr pozwalający na spojrzenie prosto w oczy przedniego aparatu, również na białym tle, tym razem ustawień smartfonu: