Wojciech Koczyk | 7 kwietnia 2019, 14:01

WD Black SN750 1 TB: test wydajnego SSD z radiatorem i bez

Do trzech razy sztuka

Starsi czytelnicy mogą pamiętać dyski Western Digital jako niezbyt ciche, niezbyt chłodne, niezbyt tanie, ale za to bardzo wydajne. Taki był też zamysł producenta  miały one zapewniać bezkompromisową wydajność, nawet kosztem innych, wspomnianych cech. Te czasy jednak minęły, a HDD stają się coraz bardziej niszowym nośnikiem mającym przede wszystkim przechowywać duże ilości danych; wydajność gra rolę drugoplanową. Pałeczkę przejęły SSD, a na tym polu WD musiało do tej pory uznawać wyższość konkurentów. Model SN750, trzecia odsłona legendarnego modelu Black wśród SSD, ma szanse to zmienić.

WD Black SN750 1 TB
Cena od 1014.80 zł do 1088.00 zł

WD Black SN750 1 TB

W artykule V = ω * r – czyli test talerzowych dysków twardych stwierdziliśmy z pewnym niepokojem, że oferta tradycyjnych dysków WD odstaje od konkurencji. W przypadku tak potężnej marki z tradycjami sięgającymi prehistorii domowych komputerów mogło to znaczyć tylko jedno. WD podąża za rynkowym trendem i w coraz większym stopniu skupia się na segmencie SSD. Potwierdzeniem jest oczywiście zakup w 2016 roku SanDiska za kwotę 19 mld dolarów.

Początki były jednak trudne. Jak wykazał nasz zeszłoroczny artykuł WD Black 256 GB i ADATA XPG Storm – test nośnika SSD i układu chłodzenia, to że ma się inżynierów i patenty, nie gwarantuje jeszcze konkurencyjnego produktu. Nieco później pojawiła się druga wersja WD Black, która również nie zdobyła szczególnej popularności. Wszystko jednak ma ulec zmianie, teraz za sprawą modelu SN750.

Otrzymaliśmy go do testów w dwóch wersjach − standardowej oraz wyposażonej w dodatkowy radiator. Obie dotarły do nas w identycznych (poza oznaczeniami), czarnych i eleganckich pudełkach przywodzących na myśl produkty premium. To drobiazg, ale robią one znacznie lepsze wrażenie niż opakowanie pierwszego WD Black. To co ważne, znajduje się jednak w środku.

Jak widać, najnowszy WD Black rzeczywiście jest czarny (pierwsza wersja miała niebieski laminat) i sprawia bardzo dobre wrażenie. Jakość wykonania jest wysoka i choć to wrażenie subiektywne − lepsza niż wcześniej. Niestety, wszystkie najważniejsze elementy schowane są pod naklejką, więc nie dowiemy się o budowie nośnika niczego, czego sam producent nam nie powie.

Tył jest jeszcze skromniejszy. Przejdźmy więc od razu do wersji znacznie ciekawszej, a więc modelu wyposażonego w radiator. I to nie byle jaki, bo sygnowany logo EKWB!

Nośnik w tej wersji sprawia doskonałe wrażenie. Nie ma żadnego podświetlenia ani krzykliwych elementów. Jedynie prosta, czarna elegancja. Dodanie chłodzenia podniosło masę urządzenia z kilku gramów do ponad trzydziestu i czuć to w dłoni. Mamy wrażenie obcowania z czymś solidnym. Jakość wykonania stoi, jak to w przypadku EKWB, na najwyższym poziomie.

Żebrowanie nie jest zbyt głębokie, ale grubość radiatora ma znaczenie. Zapewnia on dużą pojemność cieplną, oczywiście w kontekście generowanej przez nośnik energii. Dzięki temu większość obciążających SSD zadań zostaje ukończona, zanim uda się go rozgrzać. Dokładniej sprawdzamy to na przedostatniej stronie. Warto na nią zajrzeć, bo efekty są interesujące.

Naklejkę umieszczono tym razem na spodniej stronie, by nie psuć wyglądu urządzenia.

Choć estetyka jest w mojej osobistej ocenie najmniej istotnym aspektem oceny nośnika SSD, to jednak muszę zauważyć, że nowy model WD Black robi doskonałe wrażenie. A do tego przypomina mi również świetnie wykonane WD Raptory, także wyposażone w doskonale wykonane, fabryczne radiatory.

Producent do nośnika udostępnia swoje oprogramowanie Western Digital SSD Dashboard pozwalające monitorować wiele parametrów pracy urządzenia, a także uruchomić Gaming mode. Jest to tryb wyłączający oszczędzanie energii i usypianie nośnika. Ma to gwarantować niższe opóźnienia podczas pracy. Przynajmniej tak zapewnia producent. Sami nie mogliśmy tego sprawdzić. W materiałach prasowych wersja 2.3.1.16 udostępnia tę opcję:

Jednak opublikowana na stronie producenta wersja 2.4.0.0 już jej nie ma. Podejrzewamy, że w praktyce nie ma to żadnego znaczenia, a większość użytkowników może w ogóle nie instalować żadnego oprogramowania. Nośnik działa bowiem, wykorzystując sterownik wbudowany w system Windows.

W sprzedaży są modele 250 GB, 500 GB, 1 TB i 2 TB, przy czym pierwszy z nich dostępny jedynie w wersji bez radiatora. Do laboratorium testowego dotarły modele 1 TB.

 

 WD Black SN750

Pojemność:

deklarowana/rzeczywista

1 TB/~933 GB

Kontroler

Western Digital

Typ złącza

PCIe 3.0 ×4 NVMe 1.3

Kości pamięci

SanDisk 64L 3D TLC NAND

Deklarowana prędkość odczytu sekwencyjnego

3470 MB/s

Deklarowana prędkość zapisu sekwencyjnego

3000 MB/s

Deklarowana liczba op. na sek. – odczyt

515 000

Deklarowana liczba op. na sek. – zapis

560 000
Gwarancja 5 lat
TBW 600 TB
Cena ok. 1100 zł (bez radiatora)

W specyfikacji możemy zauważyć kilka ciekawostek. Deklarowane transfery i liczba operacji wejścia/wyjścia na sekundę robią oczywiście wrażenie, ale ważniejsze są inne informacje. Po pierwsze, mamy do czynienia z kontrolerem zaprojektowanym przez WD. Pierwszy Black oparto na układzie Marvell 88SS1093, który nie zachwycał wydajnością. Kolejną ciekawostką jest użycie pamięci SanDisk. Konkurenci używają już kości mających 96 warstw, tu znajdziemy tylko 64. Nie musi mieć to negatywnego (ani pozytywnego) wpływu na wydajność, utrudnia jednak wykonanie pojemnego nośnika w niskiej cenie.

Najważniejsze jest jednak to, że wszystkie elementy urządzenia pochodzą od jednej firmy. Jak dowiedzieliśmy się podczas rozmowy z przedstawicielem WD, jest to uznawane za duży atut, ponieważ pozwala perfekcyjnie dopasować wszystkie części składowe i dopracować sterujące nimi oprogramowanie. Firma duży nacisk kładzie na przykład na algorytmy buforowania i nie udziela żadnych informacji na temat ich dokładnego działania, by nie zdradzać wniosków, do jakich doszła. Nam pozostaje sprawdzić, jak WD Black SN750 działa w praktyce.