Adrian Kotowski | 10 stycznia 2019, 14:49

CEO Nvidii: Radeon VII jest rozczarowujący

I trochę ma rację. Wczoraj mieliśmy okazję zobaczyć prezentacją nowej karty graficznej Radeon VII, którą AMD kieruje do wymagających graczy i twórców różnego rodzaju treści. Specyfikacja produktu nie wygląda źle, ale równocześnie trudno w nim szukać jakiegoś przełomu. Na ten sam aspekt uwagę zwrócił Jensen Huang, CEO Nvidii, który stwierdził, że prezentacja nowego Radeona była rozczarowująca.

Swoje zdanie na temat produktu konkurencji Huang wypowiedział na spotkaniu z dziennikarzami, którzy pytali go nie tylko o sprzęt konkurencji, ale też przede wszystkim o rozwiązania i techniki pokazane przez Nvidię. Według charyzmatycznego CEO zielonych, Radeon VII jest rozczarowujący, bo karta ma nędzną wydajność i nie oferuje właściwie niczego nowego. Sprzęt nie ma sprzętowego przyspieszenia obliczeń związanych z ray tracingiem, nie znajdziemy w nim też rozwiązań dotyczących sztucznej inteligencji.

AMD Radeon VII

Huang zauważa, że AMD przechodząc na litografię 7 nm i korzystając z pamięci HBM ledwo zbliżyło się do wykonanego w starszym procesie GeForce’a RTX 2080 (sprawdź cenę karty) z kośćmi GDDR6. Ten ostatni prawdopodobnie będzie wydajniejszy w wielu grach od nowego produktu czerwonych, a według szefa Nvidii „zniszczy Radeona”, gdy pod uwagę brane będzie śledzenie promieni oraz supersampling DLSS. W swojej kolejnej wypowiedzi dodał, już żartobliwie, że prezentacja Radeona VII była bardzo dziwna i wyglądała tak, jakby AMD podjęło decyzję o premierze krótko przed konferencją na CES.

Serwis PCWorld poprosił Lisę Su o komentarz do wypowiedzi szefa Nvidii. W odpowiedzi redaktorzy usłyszeli, że AMD jest bardzo podekscytowane Radeonem VII, a opinia Huanga wynika najpewniej z tego, że prawdopodobnie jeszcze nie widział karty w akcji. CEO Nvidii miał zresztą jeszcze kilka innych ciekawych przemyśleń dotyczących technik AMD. Stwierdził np., że FreeSync nigdy nie było rozwiązaniem, z którym jego firma musiała rywalizować, bo jego zdaniem technika ta najczęściej nie działała. To oczywiście hiperbola, bo w praktyce jest jednak inaczej. W dalszej części swojego wywodu szef zielonych wspomina o braku certyfikacji, co rzeczywiście jest sporym problemem. Nvidia uważa, że bez tego kroku i testów nie można zakładać, że coś działa, więc podjęto decyzję o stworzeniu programu kompatybilnych wyświetlaczy G-Sync.

Źródło: PCWorld