Mieszko Krzykowski | 28 lipca 2015, 12:41

Windows 10

Windows 10, czyli długo wyczekiwany następca Windowsa 8, został oficjalnie zapowiedziany i nazwany pod koniec października 2014 roku. Czemu Windows 10, a nie Windows 9? Według jego twórców, najważniejszym powodem jest bardzo duża ilość nowości – tak duża, że zwiększenie numeru wersji systemu „tylko” o 1 byłoby niewystarczająco wymowne. Ile w tym prawdy, a ile przechwałek?

Windows 10 – data premiery

Windows 10 zacznie trafiać do użytkowników już od 29. lipca 2015 roku. Pełną wersję nowego systemu najwcześniej będą mogli zainstalować posiadacze Windowsa 7 i 8, którzy wcześniej zarezerwowali sobie miejsce w kolejce do aktualizacji, a także osoby uczestniczące w publicznych testach nowego Windowsa. 

 


Windows 10 za darmo – dla niektórych i przez rok

Prawdopodobnie najważniejszą informacją związaną z Windowsem 10 jest to, że posiadacze komputerów z Windowsem 7 i Windowsem 8/8.1 mogą zupełnie za darmo zaktualizować swoje systemy do Windowsa 10 (nie dotyczy to różnego rodzaju wersji biznesowych). Oferta ta nie będzie jednak bezterminowa, bo Microsoft zadecydował, że wspomniana aktualizacja będzie bezpłatna tylko przez rok od wprowadzeniu Windowsa 10 do sprzedaży (czyli od 29. lipca), ale to raczej wystarczająca ilość czasu, aby zorientować się, czy nowa wersja systemu jest wystarczająco dobra i stabilna. Poza tym, raz zdobyte prawo do darmowej aktualizacji będzie aktywne także po upływie roku, więc nie ma problemu z tym, by wrócić do starszej wersji systemu i wstrzymać się z migracją na dłużej.

Windows 10 jest darmowy dla osób uczestniczących w programie Windows Insider. Oznacza to więc, że jeśli tylko masz aktywne konto Microsoftu, nie są Ci straszne częste aktualizacje mogące wywoływać problemy ze stabilnością systemu i zbieranie przez Microsoft informacji o funkcjonowaniu Twojego komputera (czyli, krótko mówiąc, jeśli chcesz być beta testerem nowych funkcji Windowsa 10), nie musisz zapłacić za nowego Windowsa ani złotówki. Jest to jednak opcja sensowna jedynie z punktu widzenia zaawansowanych użytkowników, którzy potrafią i mają ochotę radzić sobie z kłopotami.

W przypadku Windowsa 10 Microsoft nie będzie pobierał opłat licencyjnych od twórców małych (czyli z ekranami o przekątnej krótszej niż 9 cali) tabletów i smartfonów, które dodatkowo nadal będą wyposażane w specjalną wersję pakietu biurowego Office. Strategia ta została wprowadzona już w czasach Windowsa 8.1 i umożliwiła znaczne obniżenie ceny małych, mobilnych gadżetów z „okienkami”.

 


Windows 10 – nowości

Wielki powrót Menu Start i Pulpitu w Windows 10

Windows 8 zniechęcił do siebie wielu użytkowników tym, że zepchnął standardowy Pulpit na zbyt daleki plan. Stojąca za tym koncepcja była słuszna, ponieważ nie da się zaprzeczyć, że urządzenia przenośne, z których korzystamy, są teraz zupełnie inne niż kilka lat temu, a tablety są bardzo ważną częścią rynku, jednak mnóstwo osób siadając do bardziej „staromodnego” komputera nadal preferuje klasyczne rozwiązania. Windows 8.1 i aktualizacje do niego poprawiły trochę sytuację, jednak i tak trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to system bardziej stworzony do obsługi dotykiem, niż myszką i klawiaturą. Microsoft w Windowsie 10 chce znaleźć lepszą równowagę między dwiema twarzami swojego systemu, przeprojektowując go w taki sposób, aby był tak przyjemny w obsłudze dotykiem, jak jego poprzednik, a przy tym lepiej zaspokajał potrzeby osób używających swoje komputery do pracy. Windows 10 zachowuje się trochę inaczej, w zależności od wykrytych urządzeń wskazujących i umożliwia przełączanie się między trybem tabletowym, a stacjonarnym. Ten pierwszy wygląda znajomo dla użytkowników Windowsa 8, a w tym drugim wprowadzono 3 bardzo istotne zmiany: przywrócono (mocno zmienione) Menu Start, dodano wirtualne Pulpity i umożliwiono wyświetlanie aplikacji Modern w okienkach.

Menu Start w Windows 10

W Windowsie 10 Menu Start jest hybrydą tradycyjnego Menu Start ze starszych wersji systemu, z kafelkowym ekranem głównym Windowsa 8. Lewa część nowego Menu jest wypełniona skrótami do aplikacji (albo do tych najczęściej używanych i ulubionych, albo po prostu posortowana alfabetycznie), a prawa część animowanymi kafelkami, które można przestawiać, grupować i zmieniać ich rozmiar. Najważniejsze jest jednak to, że nie zajmuje ono całego ekranu no i jest wywoływane ciągle widocznym i nigdzie nie znikającym przyciskiem z lewej strony paska narzędzi, co zapewne znacznie ułatwi połapanie się w tym wszystkim nowym i bardziej konserwatywnym użytkownikom.


 


Zmienione zachowanie aplikacji Modern

Nowe Menu Start, umieszczenie na nim kafelków i ponowne postawienie Pulpitu w centrum uwagi nie miałyby większego sensu, gdyby aplikacje Modern nadal zajmowały cały ekran. Na szczęście ktoś o tym pomyślał i gdy Windows 10 nie jest w trybie tabletowym, aplikacje Modern uruchamiają się w oknie – takim niemal standardowym, z paskiem tytułu i przyciskami znajdującymi się na nim. Okna te można przesuwać, zmieniać ich rozmiar, maksymalizować... czyli robić wszystko to, co powinno się dać z nimi robić. Krótko mówiąc, aplikacje Modern są teraz o wiele lepiej przystosowane do wyświetlania ich na standardowych komputerach i do obsługiwania ich myszką.



Wirtualne pulpity

Wirtualne pulpity są znane i lubiane przez użytkowników różnych dystrybucji Linuksa i MacOS. W końcu trafią one też do systemu Microsoftu. Na pasku Start, na prawo od nowego pola wyszukiwarki, znajduje się przycisk przełączania się między aplikacjami i zarządzania pulpitami. W górnej jego części znajdują się miniatury aplikacji wyświetlonych na danym pulpicie, a w dolnej – lista wszystkich pulpitów, które można zamykać, dodawać i przełączać. Po co jest taka funkcjonalność? Po to, żeby było można uporządkować i grupować okna uruchomionych programów i na przykład na jednym pulpicie trzymać tylko okna związane z pracą, a na drugim – z czymś innym. Możliwości jest wiele i zaawansowani użytkownicy szybko je docenią.



Cortana i pole wyszukiwania na pasku Start

Jedną z pierwszych rzeczy rzucających się w oczy po ujrzeniu pulpitu Windowsa 10 jest to, że obok przycisku Start zagościł pole wyszukiwania. Jest to mała lekcja odebrana przez Microsoft z systemów mobilnych, które od dawna mają łatwo dostępne pole wyszukiwania, dzięki któremu można szybko dotrzeć do zainstalowanych w urządzeniu aplikacji, przechowywanych na nim dokumentów, ale także szybko znaleźć coś w internecie, bez włączania przeglądarki. I właśnie tak działa nowa „szukajka” Windowsa 10: po wpisaniu czegoś, w górnej części rozwijanego menu pojawia się lista aplikacji i ustawień zawierających dany ciąg znaków w swojej nazwie, a pod nią umieszczono kolumnę podręcznych zapytań przeglądarki, obsługiwany przez silnik przeglądarki Bing.

W tym miejscu użytkownik powinien też mieć dostęp do Cortany, czyli głosowego asystenta znanego z Windows Phone, jednak w polskiej wersji językowej systemu funkcja ta nie jest dostępna (przynajmniej w momencie pisania tych słów).



Centrum akcji i powiadomień

Ponieważ Windows 10 ma ambicje, aby połączyć ze sobą to co najlepsze w systemach mobilnych, z najważniejszymi elementami systemów bardziej staroszkolnych, to nie mogło w nim zabraknąć centrum powiadomień. Same powiadomienia i różnego rodzaju dymki wyskakujące przy prawej krawędzi ekranu są już znane z Windowsa 8, jednak ich problemem jest to, że w Ósemce użytkownik tracił do nich dostęp po tym, gdy już znikły po kilku sekundach. Teraz trafiają one do centrum powiadomień wywoływanego przyciskiem w kształcie dymka, znajdującym się przy zegarze. Można tam podejrzeć ostatnie wydarzenia, nowe wiadomości, usuwać poszczególne pozycje lub wszystkie na raz. Brakowało tego w Windowsie 8 i dobrze, że trafiło do Windowsa 10.

W dolnej części paska centrum powiadomień znajduje się też zestaw ważnych przełączników i skrótów, takich jak przełącznik trybu tabletowego, czy skrót do Panelu Sterowania. Jest to o tyle istotne, że w Windowsie 8 dostęp do podobnych skrótów uzyskiwało się wykonując gest myszką od aktywnego prawego dolnego rogu ekranu, a w Windowsie 10 jest to wywoływane zwykłym kliknięciem, co jest kolejnym ukłonem w stronę standardowych komputerów i klasycznych narzędzi do sterowania nimi.



DirectX 12, 11.3 i Xbox

Windows 10 jest ważnym wydarzeniem z punktu widzenia graczy, ponieważ nowy system Microsoftu wprowadza nowe wersje API DirectX: 11.3 i 12. Dlaczego aż dwie wersje i po co rozwijać DirectX 11, gdy wprowadza się DirectX 12? Ponieważ DirectX 12 to API stosunkowo niskopoziomowe, stworzone dla bardziej zaawansowanych programistów chcących osiągnąć jak najlepszą wydajność w swoich aplikacjach, a DirectX 11.3 to nadal biblioteka wysokopoziomowa, zbudowana na fundamencie znanych rozwiązań i technik programistycznych. Zapewne kiedyś wrócimy do jednej wersji DirectX, ale na razie Microsoft zdecydował się na wyraźne oddzielenie od siebie pewnej nowej funkcjonalności. Jest to tym bardziej istotne z tego powodu, że kwestia obsługi nowego API przez istniejący sprzęt jest dość zakręcona. Producenci układów graficznych już szumnie zapowiadają, że ich sprzęt już jest lub niedługo będzie (po stworzeniu i udostępnieniu sterowników kompatybilnych z wprowadzonym w Windows 10 WDDM 2.0) kompatybilny z DirectX 12, co jest prawdą, lecz tylko częściową. Pewne najczęściej omawiane nowości wprowadzone w DirectX 12, takie jak techniki zmniejszania wykorzystania procesora w czasie renderowania grafiki, faktycznie nie wymagają zmieniania istniejących układów graficznych i ich obsługę można dodać aktualizując sterowniki (AMD zapowiada, że będzie to działać na kartach od serii 7000 w górę; Nvidia, że w kartach opartych na architekturze Fermi i nowszych). Jednak część nowych efektów i technik będzie wymagało stworzenia nowych układów graficznych. Aby odróżnić od siebie sprzęt kompatybilny w pełni z DirectX 12 od sprzętu kompatybilnego tylko z niektórymi jego funkcjami, trzeba patrzeć na obsługiwany przez niego Feature Level. Jeśli sprzęt niby obsługuje DirectX 12, ale gdzieś drobnym maczkiem jest napisane, że obsługuje jedynie FL_11 lub FL_11_1, to jest to obsługa jedynie wybranych funkcji (głównie niskopoziomowych funkcji API DirectX 12). Natomiast jeśli obsługuje FL_11_3 i FL_12, to oznacza to pełną kompatybilność z DirectX 12. Niestety, trzeba będzie na to uważać w czasie kupowania karty graficznej.

Na konferencji, która się odbyła pod koniec stycznia 2015, Microsoft zapowiedział również nową aplikację Xbox App. Jest ona mocno zintegrowana z usługami społecznościowymi znanymi z konsoli Xbox i na pojedynczym koncie będą zbierane osiągnięcia zarówno z gier uruchamianych na konsoli, jak i tych na PC. Poza tym, ma umożliwiać nagrywanie rozgrywki, szybkie edytowanie tak utworzonych klipów i udostępnianie ich znajomym. Inną ciekawą funkcją jest to, że przez aplikację Xbox da się strumieniować konsolowe gry z salonu na ekran komputera (na razie nie wiadomo, czy będzie to kiedyś działać w drugą stronę, co miałoby trochę więcej sensu). 

Obsługa plików MKV i FLAC

Pierwsze informacje o tym, że Windows 10 będzie obsługiwał pliki MKV i FLAC od razu po instalacji, pojawiły się już pod koniec 2014 roku. Każdy mógł to sprawdzić samemu po publicznym udostępnieniu przez Microsoft wersji testowej tworzonego przez siebie systemu. I faktycznie, nowy Windows Media Player rozpoznaje pliki MKV i FLAC, kataloguje je i pozwala na odtwarzanie ich, co jest dobrą wiadomością. Gorsza jest taka, że aplikacja ta nie wczytuje napisów zaszytych w kontenerach MKV, co sprawia, że ta nowość jest nadal mało użyteczna.

Continuum

Po zobaczeniu tych wszystkich zmian mających na celu zaspokojenie potrzeb użytkowników desktopów można dojść do wniosku, że Microsoft lekko się wycofał ze swoich ambitnych planów stworzenia jednego Windowsa działającego tak samo na urządzeniach różnego typu. Prawda jest jednak zupełnie inna. Po problemach Windowsa 8 pracownicy giganta z Redmond doszli do słusznego wniosku, że zamiast tworzyć system, który będzie działał i wyglądał tak samo na każdej odmianie sprzętu, lepiej jest stworzyć taki, który będzie się dostosowywał do sytuacji i potrzeb użytkownika. Najlepszym przykładem zastosowania tej filozofii w praktyce jest Continuum. 

Wszystkie detale nie są jeszcze znane, jednak stojące za nimi pomysły są bardzo interesujące. Microsoft mocno promuje tak zwane aplikacje uniwersalne. W założeniu ma to działać tak, że taka aplikacja uniwersalna, udostępniona w sklepie Microsoftu, może być zainstalowana na każdym urządzeniu z systemem Windows: komputerze stacjonarnym, przenośnym, tablecie, smartfonie, czy konsoli. Główna część kodu będzie wspólna dla tych wszystkich platform, a programista ma się zatroszczyć jedynie o dostosowanie ich interfejsu do potrzeb danej grupy sprzętu. Continuum idzie w tym wszystkim jeszcze dalej i okazuje się, że będzie możliwe skorzystanie z desktopowego (lub bardzo podobnego do niego) widoku aplikacji zainstalowanych na przykład na telefonie, o ile zostaną do niego podłączone odpowiednie urządzenia wskazujące i duży, zewnętrzny ekran (telewizor albo monitor). Oznacza to, że po podłączeniu odpowiednich peryferiów do smartfona z Windows 10, zainstalowany na nim pakiet Office będzie wyglądał i działał niemal tak samo, jak na komputerze stacjonarnym.

Oczywiście, aby wszystko działało jak trzeba, potrzebne będzie odpowiednie zaangażowanie twórców aplikacji. Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Continuum zapowiada się bardzo ciekawie. W końcu już od dawna nosimy w kieszeniach naprawdę wydajne komputery i fajnie by było móc wykorzystać drzemiącą w nich moc w jakiś bardziej sensowny i produktywny sposób. Niestety, przedstawiciele Microsoftu jasno powiedzieli, że Continuum dla telefonów będzie działało dopiero na jeszcze niewprowadzonych do sprzedaży smartfonach z Windows 10, więc posiadacze aktualnie dostępnych Lumii muszą obejść się smakiem.

Ułatwione przenoszenie aplikacji z iOS i Androida na Windowsa

Jedną z większych przeszkód stojących na drodze do wzrostu popularności Windowsa 8 i Windows Phone 8 jest stosunkowo mało interesująca oferta sklepu z aplikacjami przystosowanymi do smartfonów i tabletów. Projekty Astoria i Islandwood w teorii mają umożliwić szybkie portowanie i kompilowanie aplikacji napisanych w Javie i Objective-C, czyli stworzonych z myślą o platfornach Android i iOS.

Czy faktycznie tak będzie i rozwiąże to wszystkie sklepowe problemy Windowsa? To zależy od konkretnej aplikacji. Niektóre z nich faktycznie pewnie będzie się dało przenieść dość bezboleśnie, przestawiając jedynie kilka elementów interfejsu. Niestety, te bardziej skomplikowane i zaawansowane, czy chociażby androidowe programy korzystające z dobrodziejstw Material Design lub mocno zintegrowane z usługami Google, i tak będzie pewnie trzeba przenosić w tradycyjny, ręczny sposób. Poza tym, takie ułatwiacze mogą przynieść ze sobą falę portów kiepskiej jakości, które może i będą działały, ale przyjemność korzystania z nich będzie daleka od ideału. Inicjatywa ta brzmi więc ciekawie, lecz na razie podchodzimy do niej bardzo ostrożnie.

 


Windows 10 na smartfonach – koniec z nazwą Windows Phone

Planem Microsoftu jest umieszczanie Windowsa 10 wszędzie, gdzie się tylko da: nie tylko w komputerach, notebookach, tabletach i hybrydach różnego typu, ale też w smartfonach i w swojej konsoli. System na różnych urządzeniach ma prezentować się podobnie i wiele pracy jest wkładane w to, aby te same aplikacje uruchamiane na sprzęcie każdego rodzaju, wyglądały podobnie i miały zbliżoną funkcjonalność (na tyle, na ile umożliwiają to wszelkiego rodzaju ograniczenia techniczne). Między innymi dlatego gigant z Redmond odrzucił słowo „Phone” z nazwy swojego smartfonowego systemu. Oczywiście nadal jest to inny system i nie znajdzie się w nim zwykłego Pulpitu, jednak wspólnych elementów ma być więcej.

Co nowego w smartfonowym Windowsie 10? Najwięcej zmieniono w centrum powiadomień. Nie dość, że jest ono teraz czytelniejsze, to jest też o wiele bardziej funkcjonalne. Na przykład można teraz rozwinąć wybrane powiadomienia i w ten sposób zobaczyć pełny tekst nowej wiadomości, bez wchodzenia do skrzynki pocztowej. Fajne i szybkie jest też pisanie SMS-ów bezpośrednio z poziomu centrum powiadomień. Poza tym, bardzo rozbudowano listę skrótów dostępnych w górnej części szufladki powiadomień. Domyślnie nadal widać tylko cztery kafelki z przełącznikami, jednak wciśnięcie małej strzałki obok nich wysuwa kolejne dwa rzędy konfigurowalnych skrótów. 


 


Część zmian jest czysto kosmetycznych: nowe rozmiary kafelków, większa liczba aplikacji z półprzeźroczystymi kafelkami, nowe ikony i organizacja menu ustawień systemowych, i tak dalej. Po więcej szczegółów na ten temat zapraszamy do serwisu Softonet.pl, na którym opublikowaliśmy nasze pierwsze wrażenia związane z użytkowaniem wczesnych wersji tego systemu.

Windows 10 kontra Windows 8.1 kontra Windows 7 – test wydajności